Świąteczna Opowieść

Opowiadanie świąteczno-zimowe, które napisałam dla mojej Chrześnicy i jej Brata. Może i Wam się spodoba:).

Nie tak dawno temu, nie tak daleko stąd, pewna rodzinka z Króliczkowa szykowała swoją norkę na zimowe świętowanie. Zuzia i Jaś pomagali Rodzicom sprzątać i przystrajać dom już od początku grudnia. Mama kupiła nawet całe pudło nowych bombek, które oglądali z zachwytem przy kolacji. Nic nie zapowiadało problemów.

Zuzia i Jaś byli co prawda jeszcze małymi króliczkami, ale rozumieli, że marchewki na obiad nie obierają się same, a naczynia same się nie zmywają. Kiedy więc pewnego dnia Mama z Tatą wieszali w oknach nowe zasłony, Siostra i Brat postanowili powycierać regał w spiżarni. Nie przewidzieli jednak, że ciężkie słoje mogą być zbyt duże dla ich małych łapek. Ojej!

-Zuziu, nie dostanę do półki – Jaś stał na palcach, ale nie sięgał dalej niż do pierwszej półki regału.

– Poczekaj! – uśmiechnęła się Zuzia. – Staniemy na stole!

Z wielkim trudem przepchnęli drewniany stół spod ściany pod regał ze słojami i wskoczyli na niego podstawiając krzesło. Teraz oboje mogli dosięgnąć do najwyższej półki.

– Musimy przesunąć słoiki! – Zuzia starła widoczny kurz, ale wiedziała, że rodzice zawsze przecierają też wszystkie ukryte miejsca. Wyciągnęła łapki i chwyciła ogromny słój z kompotem wiśniowym. Przyciągnęła go do brzegu półki i zachwiała się, pociągając słoik w dół.

– Nie, Zuziu, niee! – krzyknął Jaś, ale było już za późno. Słoik wylądował na tekturowym pudle z nowymi ozdobami.

Rozległ się głośny chrzęst. Króliczki popatrzyły na siebie przerażone.

– O nie! Nasze nowe ozdoby choinkowe! – Zuzia zeskoczyła na podłogę i oglądała z bliska zniszczenia. – Pomóż mi, Jasiu, musimy ściągnąć słoik z pudła zanim Mama go zobaczy!

Dzieci podniosły razem ciężki słoik i postawiły go w kącie pod regałem.

– I co teraz? – zapytał Jaś.

– Coś wymyślimy, tylko nic nie mów Rodzicom – szepnęła Zuzia.

Następnego dnia były Mikołajki. Króliczki całą noc denerwowały się, czy Rodzice znaleźli zniszczone pudło z bombkami i nawet prezenty od Mikołaja nie sprawiły im takiej radości jak zwykle. Choć Mikołaj najwyraźniej przeczytał ich listy, bo dostały to, o co prosiły.

Po obiedzie cichutko jak myszki zakradły się do spiżarni, żeby pomyśleć jak ukryć pokruszone bombki i sprawdzić, czy jakieś są całe. Pudło z bombkami zniknęło!

Zuzia i Jaś z wrażenia aż chwycili się za łapki.

– Co się stało z pudłem? – oczy Jasia z zaskoczenia zrobiły się duże i okrągłe, jak te bombki, które przez przypadek stłukli.

– To musiał być Mikołaj! Na pewno chciał nam pomóc… Bo przecież on wszystko wie. A jednak dał nam prezenty! – zdziwiła się Zuzia.

– Bo przecież nie chcieliśmy napsocić… – powiedział Jaś.

Dzieciakom zrobiło się trochę smutno, że Mikołaj sprzątnął pudło, choć to one zbiły bombki. Postanowiły znaleźć zastępstwo dla stłuczonych ozdób.

Rano po śniadaniu Zuzia zarządziła dwuosobowe zebranie w kąciku zabaw.

– Może zawiesimy na choince to! – Jaś z dumą wyciągnął z pudełka figurki dinozaurów.

– No co ty! Widziałeś kiedyś choinkę z dinozaurami? – oburzyła się Zuzia.

– Nie… Ale nasza może być pierwsza!

– Ciekawe, jak byś je zawiesił! Za ogon? To nietyczne! – zdenerwowała się Zuzia.

– Jakie? – zdziwił się Jaś.

– Mama mówiła, że nie można dręczyć innych, bo to nietyczne! To znaczy złe! Chcesz być nietyczny? – Zuzia kontynuowała edukację Brata.

– Nie chcę! – wystraszył się Jaś.

-No właśnie, dinozaury odpadają – ucięła temat dinozaurów Zuzia.

Po godzinie burzliwych rozmów, Króliczki postanowiły nie psuć Mamie radości ze Świąt i nie mówić jej o stłuczonych bombkach.

– Były takie ładne! Srebrne i czerwone… – zasmuciła się Zuzia.

– Słuchaj, a może namalujemy coś i przyczepimy na choinkę? – Jaś wpadł na nowy pomysł.

– Trzeba zrobić próbę… Chodźmy do ogrodu za naszą norką. Tam rosną choinki. Może spróbujemy coś zawiesić… – zgodziła się Zuzia.

Dwie godziny malowali kolorowe bombki farbami. Było tak cicho, że Mama zaniepokojona kilka razy sprawdzała, czy dzieci na pewno są w swoim pokoju. Zrobiło się ciemno, więc Zuzia i Jaś ustalili, że swoje malowane bombki wypróbują następnego dnia.

Zaraz po śniadaniu założyli ciepłe szaliki i czapki, żeby wyjść do zimowego ogrodu. Drzewa zdążyły się otrząsnąć z białego puchu, więc ich zielone gałęzie ochoczo poddały się zabiegom upiększającym króliczków. Nie było łatwo zawiesić obrazki króliczymi łapkami bez kciuków, ale dzieciaki wpadły na pomysł, aby ponabijać swoje malunki na końce gałązek najniższego drzewka.

– Drzewko wygląda pięknie – uśmiechnął się Jaś. I naprawdę wyglądało pięknie z bajkowymi, kolorowymi obrazkami bombek na swoich gałązkach.

Śnieg zaczął sypać dużymi płatkami, więc Brat z Siostrą szybko wrócili do domu. Popołudniu zrobiło się już zupełnie biało, a drzewa wokół króliczej norki przykrył wilgotny śnieg. Było dość ciepło jak na tę porę roku. Tata wyszedł na zakupy, a gdy wrócił, wokół jego butów na wycieraczce pojawiła się kolorowa plama.

– Kochanie – zawołał do Mamy. – Dlaczego śnieg w ogródku jest tęczowy?

Zuzia i Jaś spojrzeli na siebie i oboje zachichotali, tłumiąc śmiech. Wbiegli do swojego pokoju i roześmiali się głośno.

– Obrazki z bombkami chyba odpadają! – powiedziała Zuzia, nieustannie chichocząc. – Jutro wymyślimy coś innego.

– Szkoda, że nasze obrazki się rozpuściły… – zmartwił się Jaś odrobinkę.

– Zrobimy sobie nowe. Ale na drzewko musimy powiesić coś innego, bo nie zdążymy namalować ich aż tyle – podsumowała Zuzia.

Reszta popołudnia upłynęła im na malowaniu kolejnych świątecznych obrazków i szukaniu nowych rozwiązań.

O ile tęczowy śnieg poprzedniego dnia rozbawił dzieci, humor psuł im brak nowego pomysłu na zastąpienie stłuczonych ozdób choinkowych.

– Zuziu, może poszukamy w naszych książkach? – zapytał Jaś.

– Dobry pomysł! – odpowiedziała Zuzia i podeszła do regału z książkami. Wróciła ze sporym stosem świątecznych opowieści.

Dzieci spędziły miło godzinę na przeglądaniu swoich świątecznych książeczek i wybrały tę, która miała najwięcej obrazków.

– Patrz! – Zuzia zatrzymała się na dużej ilustracji choinki stojącej przy kominku. – Tam wiszą orzechy!

– I jabłka! – dodał Jaś.

– To jest to! – krzyknęli razem.

– Myślisz o tym samym, co ja? – uśmiechnęła się Zuzia. Jaś zadowolony pokiwał głową. Zerwali się na równe nogi i wybiegli z pokoju.

Tym razem próba generalna nowego pomysłu na ozdoby choinkowe odbyła się niedaleko placu zabaw przy norce króliczków. Dzieci zaopatrzyły się w skrzynkę po klockach, do której schowały jabłka i marchewki ze spiżarni. Miały nadzieję, że Mama nie od razu zauważy zmniejszenie się zapasów. Tym razem w akcji przystrajania drzewka udział wzięli ich koledzy z podwórka.

Część ozdób została zjedzona przez pomocników, ale większość jabłek i marchewek wylądowała jednak na iglaku. Drzewko wyglądało ślicznie. Zuzia i Jaś zadowoleni wrócili do domu. Rodzice nie mogli się nadziwić, jak chętnie ich pociechy bawią się na podwórku przez kilka ostatnich dni. Dzieciaki nie przewidziały jednak kilku drobnych szczegółów, co wyszło na jaw już następnego dnia.

Była grudniowa sobota i do norki miała wpaść Ciocia z przedświąteczną wizytą. Dzieci bardzo się cieszyły na jej przyjście, bo razem planowali pieczenie pierniczków. Ciocia była smakoszką i uwielbiała dobre jedzenie. Była już zresztą trochę spóźniona. Zuzia i Jaś zniecierpliwieni wyglądali przez okno.

– Jest! – Jaś wskazał postać idącą ścieżką w stronę norki.

– Czy ona coś gryzie? – zapytała Zuzia.

Ciocia zapukała do drzwi i maluchy pobiegły otworzyć. Rzeczywiście coś przeżuwała.

– Cześć…kochani – przywitała się, przełykając swoją przekąskę. – Nie uwierzycie! Przy placu zabaw ktoś zawiesił marchewki na drzewie. Zjadłam chyba z pięć!

– Ojej… – westchnęły króliczki.

– A jabłka? Jabłka też tam były? – spytała Zuzia.

– Skąd wiedziałaś? – zdziwiła się Ciocia. – Były i jabłka, ale ptaki je zjadły i zostały same ogryzki – roześmiała się. – Chodźmy piec te pierniczki!

Wkrótce w całym domu unosił się zapach ciastek. Dzieciom jednak nie było do śmiechu. Kolejny plan na ozdoby nie wypalił. No tak, mogli je zawiesić w domu, ale wtedy Rodzice by zauważyli, że coś kombinują. Ale skąd mogli wiedzieć, że w okolicy jest tyle głodnych ptaków. Przecież karmiki uzupełniane są codziennie i ptaki mają co jeść, nawet gdy ziemia pokryta jest grubą warstwą śniegu. A już na pewno nikt nie mógł przewidzieć ogromnego apetytu Cioci akurat na tamte marchewki.

– I co teraz? – zapytał Jaś starszej Siostry.

– Nie wiem. Chyba musimy powiedzieć Rodzicom – szepnęła Zuzia.

– Powiedzieć o czym, kochanie? – Mama weszła do salonu z talerzem ciastek.

– Ups! – uszy Jasia zrobiły się czerwone na koniuszkach, jak zawsze, kiedy się denerwował.

– No bo… – zaczęła Zuzia – Pamiętasz tamte nowe bombki, które kupiłaś na naszą choinkę?

– Hmmm. Te bombki, których resztki razem z Tatą wyrzuciliśmy do kosza? – zapytała z uśmiechem Mama.

– To wiedzieliście? – teraz i uszy Zuzi były czerwone z przejęcia.

– Oczywiście! – dodał Tata, wchodząc do salonu. – Zrobiliście taki hałas w spiżarni, kiedy te bombki się zniszczyły, że Mama i ja ucieszyliśmy się, że nic Wam się nie stało! No i wiemy, że nie chcieliście źle.

– Nie jesteś zła, Mamo? – zapytał Jaś cichutko.

– Zła? Nie. Cieszę się, że próbowaliście jakoś naprawić to, co się stało. To było naprawdę miłe.

– Nie udało nam się… – zmartwiła się Zuzia. – Co teraz zawiesimy na choince?

– Króliczku… – Mama pogłaskała Córkę po głowie. – Nie przejmuj się, to tylko piękne rzeczy. Coś wymyślimy.

– Ale obiecajcie nam jedno… – Tata podszedł do Jasia i jego także pogładził po głowie. – Nie bójcie się do nas przyjść z jakimkolwiek problemem. Dobrze? – uśmiechnął się.

– Dobrze! – dzieciom od razu poprawił się humor.

– Ale co zrobimy z choinką? – zapytał Jaś.

Mama zadowolona podniosła się z kanapy.

– Chodźcie ze mną. Teraz to ja mam pomysł! – Cała Rodzinka ruszyła za Mamą, która zdjęła z półki stary album. – Widzicie? – wskazała zdjęcie kilku króliczków z Babcią, ale o wiele młodszą. Siedzieli wokół choinki. – To moja mama a Wasza Babcia i moje rodzeństwo. A ozdoby z tej choinki są w pudełku na strychu. To nimi ozdobimy nasze drzewko.

– Świetny pomysł, Mamo! – ucieszyły się dzieci.

– A ja mam jeszcze jeden! – odezwał się głos z korytarza.

– Babciaa! – dzieci rzuciły się uściskać nowego gościa.

– Dzień dobry, kochani! – Babcia usiadła w fotelu i wyciągnęła z wielkiej torby kolorowe słomki i papiery. – Kto ma ochotę zrobić ozdoby na choinkę? – W kilka godzin zapas starych, pięknych bombek został uzupełniony o wykonane przez wszystkich gwiazdki, aniołki i łańcuchy z papieru. – A Dziadek następnym razem na pewno opowie Wam historie o świętach w jego starym domu na wsi – powiedziała Babcia pod koniec wizyty. – I da Wam piękną gwiazdę na szczyt choinki.

W Wigilię Dziadek z Tatą przynieśli do domu prawdziwą choinkę. Taką w doniczce, żeby po świętach móc ją zasadzić w ogrodzie. Mama wyciągnęła pudło z bombkami ze swojego dzieciństwa. Króliczki zawiesiły też swoje nowe ozdoby choinkowe. Na szczycie choinki Dziadek zamocował obiecaną przez Babcię złotą gwiazdę. Drzewko wyglądało bajkowo!

Pierwsza gwiazdka zjawiła się na niebie według planu, a po Wigilii cała rodzina usiadła wokół pięknej, kolorowej choinki, by zrobić nowe świąteczne zdjęcie do rodzinnego albumu.

– A teraz wszyscy powiedzcie głośno MARCHEW! – Tata ustawił aparat i dołączył do reszty Rodziny. – MARCHEW! – krzyknęli wszyscy chórem. Święta w Króliczkowie dawno nie były tak udane.

KONIEC

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *