Polka Dots w Teatrze Szczęście. Dobra energia retro piosenki [recenzja]

30 sierpnia po raz drugi w ogóle, a po raz pierwszy w Teatrze Szczęście, miałam okazję wziąć udział w koncercie nowiutkiego, dopiero co debiutującego zespołu grającego muzykę retro – fantastycznej grupy Polka Dots.

Przyznaję, bywam muzycznie kochliwa, aczkolwiek nie zawsze z tych pierwszych fascynacji wychodzi „coś więcej”. A tutaj zaiskrzyło, i to poważnie. Powody są co najmniej cztery: piękny głos Kasi Kostrzewskiej, klawisze Oli Bąk, perkusjonalia Andrija Vedomyra Volynko i kontrabas Wojtka Chlandy. A razem tworzą oni powód piąty – przyjemną dla ucha harmonię dźwięków, inspirowaną polską muzyką retro.

Zestroiła się ta muzyka z moimi własnymi inspiracjami dawną polską piosenką i moim zainteresowaniem latami 20. i 30. XX wieku. Bo też i znaczna część materiału, zaaranżowanego na nowo przez muzyków Polka Dots, pochodzi z klimatycznych lat 30., a najmłodszy utwór interpretowany przez zespół pamięta jeszcze czasy PRL. Urok dawnych piosenek uzupełniono własnym jazzowo-swingowymi fascynacjami członków grupy, tworząc zupełnie nowe wersje tych klasycznych, nieraz zapomnianych, polskich piosenek.

Poza przebojami jak „Ada, to nie wypada”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Zakochani są wśród nas” itd., Polka Dots chce przywrócić pamięć o mniej znanych utworach. „Słońce w kapeluszu”, „Ju-bi-ju-ba”, trochę tang i standardów anglojęzycznych w polskiej wersji językowej – to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat, jak z dawnego dansingu. Trudno usiedzieć w miejscu, gdy ze sceny płyną dźwięki wypełnione tak dobrą energię. Koncert był wspaniały i bardzo poprawił mi humor. Zresztą chyba nie tylko mnie, bo obserwując reakcje zgromadzonej publiczności odniosłam wrażenie, że także innych widzów poniósł nastrój chwili. Z przyjemnością będę wracać po więcej.

Jeśli macie ochotę na zabawę z muzyką w styku retro, polecam koncerty Polka Dots. Najbliższe już 9 września i 7 października 2018 roku o 19:00 w Teatrze Szczęście, oczywiście w Krakowie, przy ulicy Karmelickiej 3. Do zobaczenia!

Na zachętę mała próbka możliwości zespołu, w utworze „Ju-bi-ju-ba”, zarejestrowanym w czasie pierwszego wystąpienia Polka Dots.

Wspomnienie lata

Upały w tym roku nie odpuszczały, toteż wpisy na blogu czekały na lepsze czasy. I się doczekały, bo oto mamy najlepszy, jedyny, cudowny i wspaniały wrzesień. Miesiąc rozpoczynający powakacyjnie sezon artystyczny i zamykający powoli upalne, letnie dni. Co prawda w tym roku ciepłe dni maja potrwać dłużej, ale mimo wszystko da się odczuć już pewną lekkość w powietrzu. A w moim przypadku to oznacza powrót chęci do pisania.

Niemniej jednak przez te dwa miesiące jednak sporo się wydarzyło. Nie chciałabym, aby to wszystko dla mojej pamięci przepadło bezpowrotnie, więc pozwalam sobie zanotować tutaj kilka letnich uwag.

Polka Dots po raz pierwszy

1 lipca na scenie zadebiutował zespół Polka Dots, w ramach „Pikniku Jazzowego na góralską nutę” w Dworku Białoprądnickim. I Był to niezwykle udany debiut. 30 sierpnia grupa po raz pierwszy zagrała w Teatrze Szczęście, niedługo więc napiszę o niej więcej. Teraz wspomnę tylko, że Polka Dots gra bardzo udane własne aranżacje polskich piosenek retro.

SMKKPM w ramach Solvay Nocą

13 lipca wybrałam się na koncert Sekcji Muzycznej Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn, który odbył się w ramach cyklu Solvay Nocą. O tym koncercie pisałam na blogu Verbum Na Polu. Było wspaniale, więc i tutaj chciałam o nim wspomnieć. Więcej znajdziecie w przytoczonym wyżej linku.

Baśnie Zebrane po raz kolejny

22 lipca brałam udział w koncercie Baśni Zebranych, o których pisałam po ich pierwszym koncercie w Teatrze Szczęście. Od tamtej chwili zmienił się skład i aranżacje, tylko moja miłość nadal stała. Obecnie zespół gra w składzie: Beata Busza, Magdalena Ślósarz, Michał Koziełło, Tomasz Kara Sajek i Andrij Vedomyr Volynko. Tym samym i tak już bogate brzmienie poszerzyło się o perkusjonalia (Ved) i skrzypce (Magda). I chwała brzemieniu za to. Polecam Baśnie Zebrane całym sercem.

Lokalnie: Siedleckie Wieczory ze świętym Janem Pawłem, „Bogu dziękujcie, ducha nie gaście”: Credo

Chcę wspomnieć o tej inicjatywie, bo wydaje mi się interesująca. Ksiądz Jacek Szydło postanowił rozpocząć wieczory muzyczne w ogrodach naszej siedleckiej kaplicy. Jako pierwszy wystąpił wadowicki zespół Credo z coverami znanych przebojów muzycznych z własnymi tekstami. Narrację poprowadził aktor o fantastycznym, głębokim głosie, Jacek Lecznar. Pierwszy koncert 28 lipca 2018 roku zgromadził kilkaset osób, więc chyba nieźle, jak na początek. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy.

Trzeci Oddech Kaczuchy

Upalne dni pomagała mi przetrwać m.in. fantastyczna książka Andrzeja Janeczki, „Trzeci Oddech Kaczuchy. O życiu i scenie”. O tej książce również pisałam na Verbumj Na Polu. Jest to jednak książka warta polecenie nie tylko dla miłośników kabaretu, pełna humoru oraz wspaniałych anegdot o życiu artystów.

303. Bitwa o Anglię

Pomyślałam, że wspomnę o tym filmie, bo opowiada o ważnym wydarzeniu z polskiej historii, jednak spodziewałam się czegoś dużo lepszego, niż to co zobaczyłam. Marcin Dorociński był najjaśniejszym punktem w tym filmie. Niestety na ekranie był może jakieś 10 minut. Zmarnowany potencjał. Przykro. Choć oczywiście nie był to najgorszy film, jaki widziałam, nie był jednak tak dobry, jak opowiedziana w nim historia. Moja opinia pokrywa się zasadniczo z tym, co opowiadają recenzenci z kanału Sfilmowani, pozwolę sobie zatem przytoczyć tę wypowiedź w linku: 303. Bitwa o Anglię, czyli ten z Dorocińskim.

Trochę zmian

Wreszcie postanowiłam wprowadzić na stronie kilka zmian. Poza pisaniem zajmuję się także inną pracą z papierem – scrapbooking, quilling, kartki itp. Grafika w tym artykule niech stanowi małą zapowiedź tego, co planuję jeszcze zamieszczać na mojej stronie. Co prawda została ona zaimprowizowana na szybko i bez specjalnych przygotowań, stąd może nie jest doskonała, ale za to z pięknych papierów kolekcji Mintay by Karola i kilku drobiazgów, które miałam pod ręką. Myślę, że charakterem pasuje do letnich wspomnień.  Nawias Otwarty nie bez przyczyny pozostaje otwarty. Obok różnego rodzaju tekstów zaczną się tutaj pojawiać także wpisy dotyczące moich papierowych wariacji. Nie mogę się doczekać.

 

„Czarodziejska lekcja” sztuki iluzji z Victorem Febo w Teatrze Szczęście

W dzieciństwie musiałam chyba albo nigdy nie uczestniczyć w żadnym pokazie iluzji, albo musiał być on wyjątkowy słaby, bo moje najwcześniejsze wspomnienie sztuczek magicznych to telewizyjne show Davida Coperfielda. Potem był Magik Bardzo Dobry, czyli Andrzej Talkowski w wydaniu ze Spektaklu Bardzo Dobrego. Ale moim pierwszym prawdziwym pokazem iluzji „na żywo” był… spektakl dla dzieci, przygotowany przez iluzjonistę Victora Febo. Niczego nie żałuję, było świetnie!

Obawiam się, że mój wiek duchowy jest mocno niedojrzały. Bawią mnie spektakle dla dzieci, uwielbiam Klauna Feliksa a cyrkowe sztuczki wywołują na mojej twarzy wielki uśmiech. Więc zasadniczo nie ma znaczenia, że swój pierwszy pokaz iluzji magicznej obejrzałam w wersji przygotowanej dla najmłodszych. Zwłaszcza, że „Czarodziejska lekcja” to czterdzieści pięć minut profesjonalizmu w formie czystej zabawy. Ach, ten Teatr Szczęście to dla mnie prawdziwe źródło teatralnej szczęśliwości.

Nie będę wskazywać konkretnego spektaklu, bo widziałam go już kilka razy i za każdym bawiłam się świetnie, zwłaszcza obserwując reakcje zachwyconych małych widzów i ich opiekunów. Cóż, nie dziwią mnie one zupełnie.

Victor Febo swoją pracę wykonuje z prawdziwą pasją, co widać w każdym geście na scenie. Spektakl jest zabawny i kolorowy, angażujący uwagę widzów. Myślę, że kluczowe dla dobrego, pełnego odbioru sztuczek iluzjonisty jest kompletne oddane się oddziaływaniu własnej wyobraźni i fantazji, zrezygnowanie z intelektualnego analizowania i poddanie się tokowi zabawy. Pozwalając sobie na odbiór tego spektaklu w sposób nieskrępowany, pozwalamy sobie na dobrą zabawę. A to znakomity sposób na oderwanie się od naszego codziennego zabiegania.

Czy nie na tym między innymi polega iluzja? Na dostrzeżeniu magii wokół nas? Victor Febo przeprowadza widza na inną stronę rzeczywistości, pozwalając na dostrzeganie piękna drzemiącego w ulotności chwili. Pomagają mu w tym kolorowe chusty, prawdziwe różdżki i magiczne książki. Sprawnie operuje wszystkimi magicznymi rekwizytami, sprawiając, że czas zdaje się płynąć szybciej. Bo te trzy kwadranse zabawy mijają w mgnieniu oka.

Victora Febo można zobaczyć także w pokazach dla dorosłych. Niemniej jednak „Czarodziejska lekcja” spodoba się i małym, i dużym. Władysław Sikora, w kontekście swojej twórczości, mawia: „Porzućcie wszelką nadzieję, a będziecie się dobrze bawić”. W tym przypadku powiedziałabym „Porzućcie wszelką analizę, a nie pożałujecie”. No i będziecie się świetnie bawić.

Informacji o najbliższej „Czarodziejskiej lekcji” szukajcie na stronach Teatru Szczęście.