Łąka Cafe, odc. 2: Stenia [opowieść]

 

W POPRZEDNIM ODCINKU:

Klara i Stefan mieli zwariowany dzień: spóźnili się na własne spotkanie a na Wrzosowym Wzgorzu panował nieład i nieporządek. Mrówki i motyle bardzo chciały pomóc w otwarciu nowej Łąka Cafe. Za bardzo. Na szczęście Klara opanowała sytuację i wszystko skonczyło się dobrze.

Czytaj dalej Łąka Cafe, odc. 2: Stenia [opowieść]

Łąka Cafe, odc. 1: Dzień jak nie co dzień [opowieść]

Łąka Cafe to pełna optymizmu kawiarnia, która obecnie mieści się w Kinoteatrze Wrzos, w krakowskiej dzielnicy Podgórze. To kolorowe miejsce, gdzie spotykają się wspaniali ludzie, którzy chcą realizować szalone pomysły. Poza radosną, przemiłą właścicielką, Agnieszką, jej siostrą, oraz wszystkimi, którzy pomagają tworzyć tę specyficzną, łąkową atmosferę, jest jeszcze ślimak Stefan. To od niego wszystko się zaczęło.

Kiedy więc szukałam inspiracji do weekendowego cyklu fabularnego, od razu pomyślałam o Stefanie. Tym bardziej, że powstały dwie bajki z jego udziałem – w pierwszej z nich Stefan postanowił sprowadzić Łąkę do miasta, w drugiej – przeniósł ją na Wrzosowe Wzgórze. I to właśnie jest punkt wyjścia dla mojej opowieści.

Jeszcze tylko kilka uwag technicznych – z oryginalnych tekstów zapożyczyłam głównych bohaterów tej historii: ślimaka Stefana oraz kawkę Klarę. Stamtąd wiem również, że każdy gołąb to Bob, a krecia rodzina jest bardzo liczna.

Zapraszam do barwnego świata Łąka Cafe. W każdy weekend nowy odcinek.

Serial_Łąka Cafe_Odc. 1

ŁĄKA CAFE

ODC. 1: DZIEŃ JAK NIE CO DZIEŃ

‑ Wstawaj, Stefan! – Stefana zbudziło energiczne stukanie w skorupkę jego ślimaczej muszli. – Stefan, spóźnimy się!
Ślimak wysunął na zewnątrz prawe oko i ujrzał nad sobą kawkę Klarę, która nie wyglądała na zadowoloną. Patrzyła na niego z wyrzutem.
‑ Co się dzieje, Klaro? – zapytał skonsternowany.
‑ To chyba ja powinnam cię o to zapytać. Jest już tak późno, spójrz, jak wysoko jest słońce. A ty wciąż śpisz!
Stefan nagle przypomniał sobie, że przecież dzisiaj jest ten dzień! Ten ważny dzień, który od dawna planowali z Klarą.
‑ O nie! Zaspałem! – krzyknął ślimak, i natychmiast wychylił się ze swej przytulnej skorupki. – Lećmy, szybko!
Klara bez słowa chwyciła muszlę Stefana i wzbiła się w powietrze. Szybowali tak razem, gdy nagle drogę przeciął im czarny, tłusty gołąb.
‑ Uważaj, jak lecisz, łamago! – wrzasnął, gdy Klarze udało się go wyminąć. Kawka wyglądała na nieco przestraszoną i zdenerwowaną zarazem.
‑ Kto to był? – zapytał oburzony Stefan. – Nie był zbyt miły.
‑ Nazywa się Bob. Zresztą wiesz, jak każdy gołąb. Ale ten jest rzeczywiście niemiły. Musimy na niego uważać. Inne gołębie mówią o nim Wielki Bob, i niechętnie dzielą się z nim swoim jedzeniem.
‑ Dobrze, że sobie poleciał – uspokoił się ślimak i spojrzał w dół.
Miasto wyglądało spokojnie. To znaczy spokojnie, jak na miasto. Lecieli z Klarą dosyć szybko, ale to i tak było nic w porównaniu z pędem ludzi, tam w dole. Kiedy ostatnio musieli przeprowadzić się w inne miejsce, postarali się, by było ono wyjątkowe. Wybrali  takie, które było ciche i otoczone zielenią. Stefan czuł się tam trochę jak na swojej polance w lesie, albo wśród dobrze znanej trawy. Na ich łąkowe terytorium przyplątało się wielu pomocników z wrzosowiska.
Wczoraj zasiedzieli się z Klarą do późna, omawiając wielkie plany i Stefan zasnął znużony na dachu kamienicy, obok gniazda kawki. A dzisiaj właśnie był ten wielki dzień, gdy mieli zrealizować kolejne marzenie. I akurat dzisiaj Stefan zaspał!
Wreszcie Klara zniżyła się do lądowania i Stefan opadł miękko obok swojej miejskiej łąki. A raczej wrzosowiska. Stefan i Klara tylko przez kilka sekund cieszyli się spokojem Wrzosowego Wzgórza. Pod wejściem do ich łąkowego lokalu było już tłoczno: mrówki i motyle, które przybyły z wrzosowych mieszkań, przekrzykiwały się i przepychały.
‑ Panowie, panowie! – krzyczał motyl Eustachy, a jego czułki trzęsły się z oburzenia. – No ale trochę kultury!
‑ Mamo, mamo, ten pan jest głupi! – krzyczała mała mrówka do swojej zakłopotanej matki.
‑ Marysiu, nie mów tak, panu motylowi będzie przykro! – pani mrówka usiłowała ratować sytuację.
‑ Za późno, droga pani! No naprawdę, te dzieci dzisiaj takie niewychowane – prychnął Eustachy i odleciał, machając szybko kolorowymi skrzydełkami. Mała mrówka uderzyła w płacz, jej rodzeństwo natychmiast poszło w jej ślady, motyle zaczęły narzekać, że traktuje się je tutaj, jak, nie przymierzając, zwykłe, szare ćmy, a reszta mrówek, albo usiłowała bezskutecznie uciszyć płaczące mrówiątka, albo odgrażała się motylom, że powinny mieć więcej wyczucia. Słowem – chaos.
‑ I co teraz? – Stafan spojrzał bezradnie na Klarę. Kawka wzruszyła skrzydełkami.
‑ Dosyć! – Klara tupnęła nogą i tłumek pod wejściem rozwiał się na boki.
Nad zgromadzonymi zakołował szaro-srebrny gołąb i obniżywszy lot zagadnął:
‑ Macie coś do jedzenia?
‑ Nie teraz, Bob! – krzyknęła Klara i wróciła do przerwanego wątku. Zebrani obserwowali ją w pełnej szacunku ciszy. Nawet Stefan odsunął się odrobinę. – No, to rozumiem. – Kawka zmieniła ton i już łagodniej dodała:
‑ Wybaczcie, moi kochani, ale w takiej atmosferze do niczego nie dojdziemy. Zaprosiliśmy was tutaj, bo wyraziliście chęć pomocy przy powstawaniu nowej Łąki. Stefan jest Wam bardzo wdzięczny… – urwała i zwróciła się do przyjaciela. – Prawda Stefan? – Ślimak kiwnął głową, lekko zszokowany wcześniejszym zachowaniem Klary. – Otóż to. Ale jeśli będziecie się kłócić, to nigdy nie zaczniemy. Być może to nasza wina, bo trochę się spóźniliśmy, za co was serdecznie przepraszamy. Prawda, Stefan? – Stefan ponowił zgodne kiwnięcie. Z owadziego tłumu podniosła się czyjaś łapka. Klara udzieliła głosu małej mrówce.
‑ Proszę pani, a będzie coś słodkiego?
Wszyscy głośno się roześmiali i powietrze przecięło westchnienie ulgi. To Stefan z uśmiechem obserwował rozweselone towarzystwo.
‑ Tak, moja mała. Coś na pewno dla ciebie się znajdzie – odparła kawka, całkowicie udobruchana. – A teraz, skoro już wiemy, po co tu jesteśmy, oddaję głos Stefanowi. To w końcu nad jego pomysłem zgodziliście się pracować. Stefan, proszę bardzo.
‑ Dziękuję, Klaro. – Ślimak, napełniony świeżo zdobytą pogodą ducha, odetchnął głęboko i skierował w oczekujący tłum przyjazne spojrzenie. – Jak wam wiadomo, wczoraj krety zakończyły przenoszenie Łąki podziemnymi korytarzami do nowego miejsca, za co jestem im bardzo wdzięczny. Musimy teraz porozstawiać sprzęty, uprzątnąć pozostałości po kreciej robocie i udekorować nasze nowe, łąkowe miejsce. Wrzosowe ściany już mamy, teraz musimy zapełnić je przyjazną atmosferą. Dzisiaj otworzymy Łąkę dla wszystkich!
Ślimak zamilkł uroczyście a z owadziego tłumu rozległ się aplauz uznania. Klara wpuściła wszystkich i znów zabrzęczał owadzi harmider.
Atmosfera była gorąca, ale zgodność działania trwała tylko przez chwilę. Owady rozpierzchły się po łąkowych wnętrzach, i już po sekundzie zaczęły wyrywać sobie sprzęty, kłócąc się o ich położenie, a motyl Barnaba stanowczym głosem tłumaczył dziesięciu małym mrówkom, dlaczego obraz z kolorowymi kwiatami nie może leżeć na podłodze pod półką.
Stefan, lekko załamany, stał w kącie i obserwował towarzystwo, nie bardzo wiedząc, jak sobie z tym poradzić. Był zbyt łagodny, żeby krzyczeć na tłum pomocników, nawet tak niesforny. Na szczęście Klara nie miała z tym problemu.
‑ Stop, stop, stop! – powiedziała głośno, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mrówki i motyle zamarły nad rozrzuconymi sprzętami i dekoracjami. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Klara pomyślała chwilę i zarządziła:
‑ Mrówki ustawiają rzeczy, motyle dekorują! – Jeszcze przez chwilę trwała cisza, ale już za moment mrówki rzuciły się do przenoszenia mebli a motyle zajęły się stroną estetyczną. Uradowany Stefan udzielał wskazówek i z aprobatą patrzył na powstającą na jego oczach kawiarnianą Łąkę.
‑ No pięknie! – pochwaliła Klara wysiłki owadów, które w końcu zaczynały przynosić efekty.
‑ To prawda. Jest pięknie. Znów czuję się jak na mojej łące. Dziękuję, że pomogłaś mi to opanować. – Stefan spojrzał na Klarę z uśmiechem.
‑ Drobiazg – Klara machnęła skrzydełkiem. – Zawsze możesz na mnie liczyć. I na twoich wspaniałych pomocników.
Stefan obrzucił spojrzeniem wrzosowe ściany, drewniane półki, wypełnione książkami, błyszczące jak gwiazdy lampki, pokryte mchem, miękkie, zielone pufy i kwiecisty bar. Tak, to było to.
‑ Znowu będziemy mogli zapewnić wszystkim odpoczynek od codziennej bieganiny. To wspaniałe! – powiedział, rozmarzony. Wszystko dzisiaj szło nie tak, ale na szczęście, koniec końców, można było wreszcie otworzyć Łąkę. – Dokonaliśmy tego! Dziękuję, przyjaciele! Czuję, że to będzie początek wspaniałej przygody! – mówił rozanielony ślimak do zmęczonych, ale uradowanych owadów. – No, to zapraszam wszystkich na sok.
‑ Jupi! – krzyknęła z tłumu mała mrówka, która wcześniej pytała Klarę o coś słodkiego. Zgromadzeni znowu wspólnie się roześmiali. Dzisiaj przekonali się, że jeśli ma się wspólny cel, wiele przeszkód można pokonać. Tak, to był dobry, choć niecodzienny, dzień.

C.D.N.

W NASTĘPNYM ODCINKU:

Łąka Cafe jest już otwarta. Stefan i Klara czekają na pierwszych gości. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo przyrządzić dobre napoje, jeśli do dyspozycji ma się tylko jedną nóżkę (Stefan) i pazurki (Klara). Stefan szuka pomocy profesjonalisty. W ten sposób w jego życie wkracza pewna tajemnicza biedronka.

ODWIEDŹ PRAWDZIWĄ ŁĄKA CAFE:

www.lakacafe.pl
www.facebook.com/cafelaka

Nawiasem Mówiąc: Meeow. Unikatowy prezent i bogactwo brzmienia [wywiad]

Inauguruję nowy cykl z wywiadami na mojej stronie, Nawiasem Mówiąc. Moimi pierwszymi rozmówcami zostali członkowie zespołu Meeow.

meeow
Meeow w komplecie: Ved, Tomek Leśniakiewicz, Magda Ślósarz, Maja Szwajcowska, Estera Szczypuła, Tomek Wrzesiński, Michał Warmusz (źródło: facebook.com/meeowpl)

3 czerwca spotkałam się z krakowską grupą Meeow w Łąka Cafe, w Kinoteatrze Wrzos w Podgórzu, by porozmawiać o ich debiutanckim albumie i projekcie na Polak Potrafi. Byli ze mną: Magda Ślósarz, Tomasz Wrzesiński, Michał Warmusz, Tomasz Leśniakiewicz i Andrii Vedomyr Volynko vel. Ved. Poczytajcie, o czym jeszcze mi opowiedzieli.

 Debiutancka kaseta

PAULINA JARZĄBEK [PAULINA]: Spotykamy się tutaj, bo wydajecie debiutancki album na kasecie magnetofonowej. Dlaczego właśnie kaseta?

TOMEK WRZESIŃSKI [TOMEK W.]:  Może zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle wydajemy album. Już od prawie roku marzy nam się, aby zarejestrować materiał, który gramy od dobrych dwóch lat. Nasze marzenie już prawie się spełniło. Brakuje nam jeszcze tylko 9 999 złotych i już będziemy mogli je zrealizować.

Wpadliśmy na pomysł, żeby zarejestrować to na kasecie, aczkolwiek sama kaseta jest tylko symbolem. Nawiązujemy do lat 90., które były pięknymi latami. Będziemy to nagrywać oczywiście symbolicznie na kasecie, natomiast każdy kto taką kasetę kupi, otrzyma materiał również  w formie elektronicznej.

Ważne jest też to, że kaseta wiąże się, tak jak i płyta winylowa, z piękną okładką, z piękną grafiką, z czymś więcej niż tylko krążkiem, bądź samym materiałem. Dlatego chcemy wydać coś tak unikatowego, aby każdy, kto sobie taką kasetę zakupi, oprócz dobrej muzyki otrzymał jeszcze unikatowy prezent.

Projekt na Polak Potrafi

PAULINA: A żeby wydać ten album w takiej właśnie formie unikatowego gadżetu, potrzebujecie wsparcia. I każdy, kto ma ochotę, może stać się częścią Waszej akcji.

TOMEK W.: Dokładnie. W tym momencie bierzemy udział w akcji Polak Potrafi. Założyliśmy sobie, że chcemy zebrać 10 tysięcy złotych i cała akcja polega na tym, że jeśli nam się to uda, to dostaniemy te 10 tysięcy na zrealizowanie naszego materiału. Miejmy nadzieję, że dojdzie to do skutku. Oczywiście każdy może nas wspomóc, nawet przysłowiową złotówką.

TOMEK LEŚNIAKIEWICZ [TOMEK L.]: Każdy, kto nas wspomoże, będzie mógł sobie wybrać jedną z kilku nagród. Poczynając od takich symbolicznych kwot, jak 5 czy 10 złotych. Taka osoba dostanie od nas podziękowanie, albo przedpremierowo jeden utwór.  

Myślę, że najważniejszą nagrodą i najbardziej pożądaną jest sama kaseta, wraz z elektroniczną wersją wszystkich utworów. Niektórzy ludzie się obawiają: „A gdzie my tego będziemy słuchać? Nie mamy walkmenów, nie mamy odtwarzaczy”, ale proszę się nie bać, bo do każdej zakupionej kasety zawsze dostarczymy elektroniczną wersję wszystkich utworów. Tak więc każdy będzie mógł posłuchać na swoim ulubionym odtwarzaczu, telefonie, czy komputerze.

TOMEK W.: To tylko kwestia czasu, kiedy pojawimy się na Spotify, You Tube i innych kanałach.

PAULINA: Czekamy z niecierpliwością.

TOMEK L.: Jeszcze wracając do tych nagród, jeśli ktoś chciałby mieć kolejny gadżet z naszym zespołem, to będzie możliwość dobrania sobie plecaka z naszym logo, czy też koszulki, a już dla totalnych świrów…

MAGDA ŚLÓSARZ [MAGDA]: Fanów. My takich fanów kochamy i chcemy w jak największej ilości.

TOMEK L.: …dla fanów, o właśnie, jest możliwość wynajęcia całego kinoteatru Wrzos. I my zagramy tu koncert dla takiej osoby i jej przyjaciół.

TOMEK W.: Oczywiście po samym koncercie będzie after party. To też jest godne uwagi.

TOMEK L.: Mamy jeszcze nagrodę, że ktoś może przyjść do nas na próbę i uczestniczyć w niej, albo nagramy utwór wspólnie z tą osobą i on znajdzie się na specjalnej kasecie, dedykowanej dla tej osoby.

Bogactwo brzmienia

PAULINA: Jesteście bardzo licznym zespołem, jaki to ma wpływ na to co robicie?

MAGDA: Jest nas siedem osób, więc rzeczywiście bardzo dużo. Każdy ma inne zainteresowania muzyczne, innej muzyki słucha, każdy ma inny temperament, ma inną wrażliwość. Jest i trochę klasyki, i trochę nowoczesności, takich instrumentów klasycznych, czyli właśnie i skrzypce, i wiolonczela, pianola, beatbox, elektronika. Ved gra na bardzo kosmicznym instrumencie. Ale po prostu dzięki temu to brzmienie jest bardzo bogate, wielopłaszczyznowe i takie bardzo przestrzenne. Przynajmniej ja to tak odbieram. I to wszystko można odnaleźć właśnie w naszej muzyce. Każdy utwór jest trochę inną historią, trochę inną opowieścią, ale też wszystko jest bardzo spójne. Jednak te światy siedmiu osób w pewnym momencie potrafią się zejść i dogadać tak, żeby stworzyć coś wyjątkowego. Amen.

Jednym słowem

PAULINA: Jeśli mielibyście mieli podsumować to, co robicie jednym słowem, to co to by było za słowo? Ved?

ANDRII VEDOMYR VOLYNKO [VED]: Ojej…

TOMEK W: Ojej, dziękujemy za Twoje słowo.

PAULINA: Tomek?

TOMEK W.: Chyba przyjaźń.

MAGDA: Ja bym powiedziała, że emocje.

TOMEK L.: Nietuzinkowość.

MICHAŁ WARMUSZ [MICHAŁ]: Miłość. [Śmiech zbiorowy.]

 Powrót do przeszłości

PAULINA: Zrobiło się słodko. Dobrze. Było trochę o inspiracjach, tak przy okazji kaset, chciałam zapytać jeszcze, czego słuchaliście w czasach Waszego dzieciństwa, okresu -nastu lat, w gimnazjum, liceum?

TOMEK W.: To może Michał.

MICHAŁ: No ja nie byłem w gimnazjum, bo jestem za stary. Za moich czasów jeszcze nie było i już nie było gimnazjum.

No dobra, nie jestem aż tak stary. W każdym razie ja słuchałem w podstawówce oczywiście Back Street Boys i Spice Girls.

TOMEK L.: Plakaty z Bravo Girl.

MICHAŁ: Plakaty z Brawo Girl to może bardziej niż ja miała moja młodsza siostra. Ale trochę zahaczyłem o tę kulturę.

Tak naprawdę zerwałem się wcześnie, już w podstawówce, z takiej pop kultury. I jeszcze wtedy mama puściła mnie samego na Warsaw Summer Jazz i przeżywałem głęboką fascynację jazzem eksperymentalnym. A potem klasyką. I to taką klasyką z końca XX wieku. Bardzo mroczne klimaty, trochę to może nawet pobrzmiewa w moich późniejszych poszukiwaniach jako muzyka. Moim największym autorytetem był Alfred Schnittke, taki kompozytor niemiecko-rosyjski.

TOMEK W.: To może teraz ja. Poprzeczka została zawieszona dosyć wysoko. Ja powiem, że jeśli chodzi o lata 90. i mój etap dzieciaka, to co mi się w tej chwili przypomina, to zespół The Kelly Family. Myślę, że mnie Tomasz wesprze, bo to było coś.

TOMEK L.: Mieli super kasety.

TOMEK W.: To były super kasety. To były naprawdę fajne czasy. Bo to było bardzo przyjemne. Jakie to były wydarzenia, jak się ludzie zachowywali, jakie to były emocje! Właśnie, te ich koncerty… Ludzie mdleli, płakali. To było coś niesamowitego. I ta fascynacja mężczyznami w długich włosach była naprawdę fenomenalna. Moja siostra, sześć lat starsza co prawda, też była bardzo wielką fanką, zafascynowana Paddym Kellym, czyli jednym z muzyków The Kelly Family. To właśnie ja pamiętam, jeśli chodzi o moje dzieciństwo.

TOMEK L.: Wszystkie moje kuzynki też go kochały.

PAULINA: Nosiliście długie włosy?

TOMEK W.: Miałem taką przyjemność-nieprzyjemność. Chociaż moje włosy były podobno bardzo piękne.

MAGDA: Jest dowód.

TOMEK W.: Tak, można mnie zobaczyć na You Tubie.

TOMEK L.: Ja długich włosów nie miałem, ale miałem zafarbowane na blond. Byłem wojownikiem, jak sądzę.

PAULINA: Może to powtórzysz?

TOMEK W.: W ramach prezentu na akcji Polak Potrafi.

PAULINA: Będziesz najdroższą nagrodą.

VED:  Za 50 tysięcy.

PAULINA: Madzia, a Twoje muzyczne wspomnienia?

MAGDA: Było różnie, ale też Spice Girls, Back Street Boys oczywiście, ale jakoś szybko mi to przeszło. No i był polski punk rock. Już mnie wtedy ciągnęło w takie dziwne klimaty. Do tej pory nawet lubię słuchać polskiego punku. Podobało mi się, jak oni się tam buntowali. W moim wyglądzie też to było dostrzegalne. I nosiłam glany przecież bardzo długo. Z czerwonymi sznurówkami, żeby było punkrockowo.

Później to bardzo różnie było. Poznałam muzykę skandynawską, taką elektroniczną, ale nie do końca, wykorzystującą bardzo różne rzeczy. Do tej pory taką Skandynawię szukającą bardzo lubię. Taką muzykę.

PAULINA: To słychać w tym, jak grasz.

MAGDA:  Myślę, że tak, siłą rzeczy.

PAULINA: Ved, a Ty?

VED: No.

PAULINA: Najbardziej lakoniczne wypowiedzi.

TOMEK W.: Ojej, no. Z Twoich wypowiedz złożymy jedno zdanie.

VED: Kiedy zacząłem słuchać muzyki, gdzieś w przedszkolu, to był jeszcze Związek Radziecki i muzyka popowa radziecka. Niestety. Dopiero potem, po długiej przerwie niesłuchania muzyki specjalnie, zaczęło się jakieś radio, jakieś stare, rockowe rzeczy.  Później pojawił się Internet i mieszanka różnej muzyki, nie związanej w żaden sposób stylistycznie. I do tej pory nie słucham pewnego stylu, tylko wszystkiego, co mi się podoba.

PAULINA: Ok, a u Ciebie, Tomku, jak było?

TOMEK L.:  U mnie było tak, że poza tymi wszystkimi popowymi rzeczami, przed którymi nie dało się uciec, jak te Boysy czy Spice Girls, to jednak zawsze szedłem w taką stronę metalową. W latach 90. była Metallica, Iron Maiden, czy Night Wish. Głównie to, i trochę nawet to zostało.  Czy też Therion. Właśnie też taki symfoniczny metal i te sprawy są mega.

PAULINA: Czyli to nie jest oksymoron, symfoniczny metal.

TOMEK L.: Nie, to jest super. No i w gimnazjum był Sabaton. Tylko to nie były chyba lata 90., ale i tak super.

Wspólny mianownik

PAULINA: Ok. Pytanie do Madzi. Poznałyśmy się przez Pakę. Byłaś w kabarecie 7 minut Po tą piękniejszą częścią grupy.

MAGDA: No oczywiście.

PAULINA: Później zaprosiłaś mnie na koncert Meeow. Tak poznałam Wasz zespół. Jestem ciekawa, czy masz jakiś taki wspólny mianownik tych dwóch grup, który Cię do nich przyciągnął?

MAGDA: W sumie wspólny mianownik dostrzegłam dopiero później, bo 7 minut Po wynikło z tego, że przyjechałam do Krakowa i szukałam czegoś nowego. Czegoś, co by mnie zaciekawiło, nie takiego typowego, jeśli chodzi o granie, na zasadzie, że „Jestem skrzypaczką, więc będę grała na ślubach, czy w jakiejś orkiestrze”. Postanowiłam spróbować w jakiejś zupełnie innej formie.

No i wtedy trafił się kabaret. I okazało się, że to jest coś ciekawego. Jakieś inne podejście do kabaretu też, bo ja kabarety znałam głównie z telewizji i nie podobały mi się. Jakoś tak trafiłam i się okazało, że to jest coś nowego, świeżego, czego wcześniej nie widziałam. I też takie mega nakręcające, jeżeli chodzi o działanie, robienie czegokolwiek. Taka aktywność.

A później uznałam, że kabaret fajny, ale dodatkowo chciałabym zrobić coś jeszcze tak bardziej typowo muzycznie. I też coś takiego innego, ciekawego. No i tak trafiłam do Meeow. Był taki sam poziom, jeżeli chodzi o kombinowanie, o to, że nie ma żadnych granic, że właściwie to, co nam się podoba, możemy zrobić, bo każdy chce czegoś spróbować. I taka forma pracy jest moim zdaniem świetna, jeżeli chodzi w ogóle o tworzenie i robienie czegokolwiek. Wtedy wychodzą najlepsze rzeczy.

Najważniejsze, żeby tym ludziom, którzy to tworzą, to sprawiało radość, żeby to czuli. Żeby oni się dobrze bawili, czy to jest skecz na scenie, czy koncert i wykonywanie jakiegoś utworu. I w Siódemkach, i w Meeow było to na tym samym poziomie. Tak to działało w Siódemkach i nadal działa tutaj.

Teksty a muzyka

PAULINA: Dobrze, teraz mam pytanie do Tomka. Masz duży wpływ na końcowy kształt utworów. Czy dla Ciebie tekst jest równie ważny jak muzyka? Czy szukasz równowagi między tekstem a muzyką? Czy jest Ci wszystko jedno, co jest w tej warstwie treściowej?

TOMEK W.: Absolutnie nie jest nam wszystko jedno, co jest w warstwie tekstowej w naszych utworach. Jeśli chodzi o teksty Meeow, to pisała je Karolina Adamska. To jest dziewczyna bardzo mocno z nami związana przez te teksty. Bardzo dobre teksty.

PAULINA: To zdecydowanie nie są teksty o niczym.

TOMEK W.: Tak, to nie są teksty o niczym. Tak naprawdę to są bardzo ciężkie teksty. Jakbyśmy się wczytali, to są utwory przyjemne dla ucha, spokojne, jak D. I. D., ale tekstowo są niespokojne. To są często podmioty liryczne z wielkimi problemami emocjonalnymi i emocjonalno-psychicznymi. Dużo tam jest niestety tego cierpienia.

Dlaczego taka stylistyka? Meeow jest zespołem, który lubuje się ogólnie w tonacjach molowych. Czyli tych smutnych. Zdecydowanie jest nam się łatwiej wyrażać w czymś, co jest głębokie, emocjonalne i dlatego też taka stylistyka tekstu.

Karola, która pisała te teksty, też próbowała interpretować to, co my robimy, za pośrednictwem dźwięków. Ja, jako osoba spinająca całość, mniej więcej wiedziałem, o czym chciałbym mieć teksty. Natomiast niestety nie umiałem ich stworzyć, napisać, dlatego też prosiłem ją wielokrotnie o pomoc. Jest to dla nas bardzo ważna sprawa.

PAULINA: Dlaczego język angielski a nie polski?

TOMEK W.: Dlaczego angielski a nie polski? Wydaje nam się, że naprawdę trzeba umieć grać po polsku, nie każdy potrafi. A chcieliśmy, żeby nasza muzyka reprezentowała wysoki poziom. Tak naprawdę gdzieś tam z tyłu głowy życzymy sobie, żebyśmy zaczęli grać po polsku, bo byśmy bardzo chcieli.

PAULINA: Mieliście taki epizod z coverem Młynarskiego.  

TOMEK W.: Tak, to był utwór Wojciecha Młynarskiego [Absolutnie]. Natomiast teraz jest wielu fantastycznych artystów polskich, czy to Brodka, czy Dawid Podsiadło… To są wykonawcy, którzy mają też polskie utwory, bardzo dobre. I też byśmy sobie tego życzyli. Aczkolwiek ja nie potrafię pisać, czy to po angielsku, czy to po polsku. Nie potrafię. Jeśli znalazłby się tekściarz, który chciałby się z nami związać, nie tylko i wyłącznie na parę dni, lub na parę utworów, tylko faktycznie na dłuższy okres, to byłoby to bardzo mile widziane.

Gdy nasz stary, tradycyjny materiał zostanie zrealizowany dzięki projektowi na Polak Potrafi, to zrobimy sobie takie podkreślenie dwoma grubymi krechami i zaczniemy tworzyć nowe rzeczy. Strasznie jesteśmy już podekscytowani tym, co może się wydarzyć zaraz po tym, jak nasz stary materiał zostanie zarejestrowany na nośnikach. Czy to będą polskie utwory? Być może tak. Zobaczymy.

PAULINA: No ja na to bardzo czekam.

TOMEK W.: Też byśmy chcieli. Powiem szczerze, że mamy na to taką ochotę! I wydaje mi się, że spróbujemy zaskoczyć.

 Muzyka technicznie

PAULINA: Michał, pytanie do Ciebie. Poza tym, że grasz na basie i tworzysz aranżacje, jako realizator zajmujesz się na co dzień tymi technicznymi aspektami muzyki. Jaki to ma wpływ na Ciebie jako muzyka?

MICHAŁ: Ojej. Bardzo mi się podoba to pytanie. Generalnie w początkach Meeow było tak, że po prostu bardziej byłem w stanie nam pomóc, znając się na różnego rodzaju technicznych sprawach. Co prawda zawsze mnie to interesowało, ale dopiero w początkach Meeow miałem okazję, żeby zająć się tym głębiej. No i to, że uzupełnialiśmy się z Tomkiem [Wrzesińskim] i on dawał głównie zamysł kompozycyjny, ja aranżacyjny, a ja mogłem wesprzeć go dodatkowo swoją dziedziną wiedzy,  spowodowało, że wykształciłem się w tym kierunku. I swoją drogę związałem bardziej z kierunkiem realizacyjnym.

I tak naprawdę pierwszy rok był dla mnie dosyć ciężki, dlatego że musiałem się wdrożyć mocno w cały ten techniczny świat, ale z każdym następnym rokiem mogłem coraz mniej zajmować się kabelkami i sprzętem, a coraz bardziej myśleć o brzmieniu. I gdzieś tak naprawdę od niedawna, bo od pół roku, czuję, że wszyscy podnieśliśmy się do pewnego etapu, gdzie tak naprawdę możemy już być częściowo niezależni.

Oczywiście teraz przy produkcji kasety będziemy musieli się wspomagać jakimś studiem masteringowym i jakimiś miksami, bo lepiej, żeby taki materiał dostał ktoś z zewnątrz, kto ma świeżą głowę. Będziemy też mieli mniejszą odpowiedzialność na sobie, jeżeli na przykład Krzysiu, nasz realizator, który jeździ z nami na stałe, się tym zajmie.

Ale muszę powiedzieć, że nawet w tych rzeczach, które przygotowujemy sobie na próbach, mam wrażenie, że ocieramy się o poziom profesjonalny, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Odbieranie muzyki innych

PAULINA: A gdy słuchacie innych zespołów, jesteście na jakimś koncercie, to czy jesteście w stanie zanurzyć się w tę muzykę, czy analizujecie to wszystko w taki techniczny sposób?

MICHAŁ: Ja analizuję dość mocno. Mój instrument jest dość prosty, nie poświęcam na niego zbyt dużo czasu, bardziej skupiam się na całości brzmienia, na wszystkich instrumentach, no i to jest troszkę bolączka, bo rzeczywiście może zbyt mało skupiam się na sobie.

PAULINA: Czyli nie potrafisz się tak całkiem wyluzować na koncercie?

MICHAŁ: Szczerze mówiąc całe moje dni polegają na siedzeniu z kimś na próbach, albo na robieniu koncertów, więc i moje myślenie o muzyce… Aczkolwiek ostatnio wróciłem trochę do słuchania. Bo rzeczywiście, przez trzy ostatnie lata zupełnie przestałem słuchać muzyki. Dzięki temu, że teraz wprowadziło się do Wrzosu kilka fajnych zespołów, m.in. SALK, otworzyłem głowę na nowe brzmienia i poznałem np. taką świetną wokalistkę, jaką jest Aurora. To prawdopodobnie większość odbiorców będzie wiedzieć, kto to jest. Dzięki temu, że usłyszałem jej kompozycje, jej głos, do tego stopnia zakochałem się, że siedziałem na You Tube szereg godzin, szukając czegoś, co by było choćby trochę podobne.

TOMEK L.: Myślę, że zależy na jaki koncert idę. Jeżeli idę na zespół, który bardzo lubię i słucham namiętnie, wtedy kompletnie się oddaję tej muzyce i nie analizuję, co jest nie tak. Natomiast jeżeli idę na koncert zespołu, który mniej znam, chcę posłuchać jak grają, wtedy bardziej się skupiam na tym brzmieniu, na czym kto gra i jak to wszystko wygląda.

MAGDA: Ja chyba w sumie mam też tak podobnie trochę jak Tomek.

TOMEK W.: Ja również.

MAGDA: W sensie, że jeżeli ja zespól znam od lat, to wiem dokładnie, jak to powinno być. Gdyby zafałszowali, to bym to usłyszała, ale nie na zasadzie wytknięcia błędu.

TOMEK W.: Dokładnie.

MAGDA: A nawet jak nie znam zespołu, to jest coś takiego, że analizuję, ale nie po to, żeby wytknąć błędy, tylko to jest też jakby taka forma czerpania przyjemności z tej muzyki. Bo słucham, poznaję coś nowego i rejestruję np. „O, oni grają w ten sposób, wykorzystują takie brzmienie”, i chłonę jakieś bodźce: co kto wykorzystuje, jakie innowacje robi, i rzeczywiście, skupiam się na tych poszczególnych instrumentach.

PAULINA: Czerpiesz z tego też coś dla siebie?

MAGDA: Tak, właśnie w taki sposób, że „to można rozwiązać tak”, albo „to jest fajny pomysł”. Albo na zasadzie takiej kreatywnej pracy. W takim sensie, że sprawia to przyjemność, ale też dodatkowo jest to uczenie się.

PAULINA: Inspiracje?

MAGDA: Tak. Inspiracje, w sensie nie jest to na zasadzie, że przychodzę na koncert zespołu i czekam, aż się potknie.

TOMEK W.: Bo też mi się wydaje, że nie jesteśmy tu po to, żeby wytykać błędy, czy też konkurencji, czy nam. Ja jestem na takim etapie, to co też mówiła Madzia, podpatrywania innych zespołów. I to jest dosyć ciekawy element. Na przykład tutaj obserwowałem zespół SALK, o którym mówił Michał, czy też ostatnio miałem przyjemność zobaczyć zespół LOR, również z Krakowa. Niesamowite doświadczenie. Na tym etapie podpatrywanie, co można przenieść na własne podwórko, jest dla mnie dosyć ciekawe.

Ale czy my jesteśmy po to, aby wytykać komuś błędy? Absolutnie nie. Wydaje mi się, że ja bardziej wytknąłbym błędy, które my popełniamy, bo dążymy do pewnego poziomu i perfekcji. Natomiast jesteśmy tylko ludźmi i powiem szczerze, że jeśli ktoś robi jakiś muzyczny, techniczny błąd, to dla mnie jest to nawet urocze. Bo to tak jak w życiu, popełniamy błędy. Tak że im więcej błędów, tym bardziej jest to życiowe i ludzkie.

MAGDA: A na błędach też się uczymy, więc jak ktoś się wywróci, to się mu nie wytyka błędów, żeby go jeszcze bardziej nie zdołować.

TOMEK W.: Ważne są autentyczne emocje.

MAGDA: Oczywiście.

TOMEK W.: A czy ta autentyczność jest błędna, czy bezbłędna, nie ma to znaczenia.

PAULINA: Ved?

VED: Już nie mam co dodać.

Największe marzenie muzyczne

PAULINA: Ok. To na zakończenie jeszcze jedno pytanie. Jakie jest wasze największe muzyczne marzenie? Poza kasetą, oczywiście.

TOMEK W.: W środę, 1 czerwca, miałem przyjemność być w Tauron Arenie, na koncercie zespołu Maroon 5. Było to dla mnie ogromne przeżycie, przez wzgląd na to, że widziałem zespół, który chciałem zobaczyć od wielu lat. Natomiast też sama Tauron Arena zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I tak siedząc sobie daleko, daleko, daleko od sceny, pomyślałem,  że faktycznie, takim muzycznym spełnieniem byłoby zagrać coś takiego, w takim miejscu i mieć taką rzeszę fanów, że jest krzyk, jest wrzawa, są emocje. Bo rzeczywiście, ludzie dają tę energię muzykom.

Moim muzycznym marzeniem jest także to, że podczas wykonywania naszych utworów, to ludzie śpiewają nasze teksty. To jest przepiękny moment dla artysty i każdemu tego życzę.

PAULINA: Może teraz się uda, jak będzie książeczka do kasety.

TOMEK W.: Dokładnie, dodamy śpiewniki specjalne.

TOMEK L.: Bez książeczek nie będziemy wpuszczać.

TOMEK W.: Każdy będzie się musiał wylegitymować książeczką.

PAULINA: A Wasze marzenia?

MAGDA: Byłam kiedyś na takim koncercie w Katowicach, na festiwalu Nowa Muzyka. Grał taki skandynawski skład elektroniczny, Deser Ray ze Szwecji… On powstał wtedy tylko na kilka miesięcy, i właściwie to był ich jedyny i, tak naprawdę, ostatni koncert w Polsce, bo zrobili tylko jedną płytę w ramach projektu. I koniec.

I mnie się to strasznie spodobało, bo oprócz samej muzyki to było świetnie obudowane. Poprzez światła, poprzez wizualizacje, poprzez ich strój, poprzez wszystko. Właściwie tam nie było konferansjerki. To było tam zbędne. Wszystko było przemyślane na zasadzie spektaklu, w który człowiek wchodził jak w trans. I myślę, że to jest coś, do czego wszyscy chcemy dążyć. I to jest takie moje marzenie, żeby tak te nasze koncerty wyglądały.

No i żebyśmy grali jak najczęściej, i właśnie w takim świetnym opakowaniu. Że jak ktoś pójdzie na Meeow, żeby wiedział od razu, że Meeow to jest…

TOMEK W.: Fajny produkt.

MAGDA: Nawet nie, że produkt, tylko że to się je w taki właśnie sposób. Nie musisz się zastanawiać, o co tym muzykom chodzi, tylko wchodzisz od razu w klimat.

PAULINA: To ja Wam bardzo tego życzę.

TOMEK W.: Życz nam tego.

PAULINA: Dziękuję Wam bardzo za rozmowę. I powodzenia.

O zespole:

Strona Meeow na Facebooku: facebook.com/meeowpl

Szczegóły na temat zbiórki funduszy na debiutancką kasetę Meeow znajdziecie na stronie projektu na portalu Polak Potrafi, klikając tutaj. Zbiórka trwa do 4 lipca 2016 roku.

A tak zespół zachęca do przyłączenia się do akcji: