Wielkanoc sto lat temu, czyli kilka świątecznych propozycji czytelniczych

Zbliżają się Święta Wielkanocne. Z tej okazji życzę Wam, abyście zawsze mogli znaleźć wolną chwilę na rozwój osobisty, lekturę interesującej książki, czy artykułu prasowego oraz rozmowy z bliskimi Wam osobami.

Dołączam także kilka artykułów dotyczących Wielkanocy sprzed stu i więcej lat.

Koszarowe Alleluja: Tomasz Stańczyk, Wielkanoc żołnierzy Legionów

Wielkanoc 1916 roku zastała żołnierzy na frontach I wojny światowej. Józef Piłsudski spędzał święta m.in. w Krakowie, gdzie brał udział w święconym dla legionistów, którego organizacją zajmowała się Liga Kobiet. Spotkanie to odbywało się w sali Sokoła i wzięło w nim udział tysiąc osób.

Legioniści, którzy w tym czasie przebywali na Wołyniu, mimo polowych warunków, przygotowali najwystawniejsze świętowanie, na jakie mogli sobie pozwolić. Zrobiono nawet Grób Pański, z figurą Chrystusa, uszykowaną naprędce z płaszcza. Ksiądz Kazimierz Nowina-Konopka zorganizował bitwę na jajka i zabawy w stylu krakowskiego odpustu, Emaus.

Więcej na ten temat przeczytacie w artykule Tomasza Stańczyka, Wielkanoc żołnierzy Legionów, na stronie Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku.

Najdroższe jaja świata: Katarzyna Grzemska, Historia wielkanocnych jaj Fabergé

Są takie jajka, które stanowią obiekt pożądania nie tylko kucharzy i miłośników jajecznicy, ale i zapalczywych kolekcjonerów rzeczy pięknych. To oczywiście jajka Fabergé, produkowane w pojedynczych egzemplarzach z emaliowanego złota, drogich kamieni i innych cennych drobiazgów.

Według dokumentacji sporządzanej przez twórców, do wybuchu rewolucji w Rosji w 1917 roku, powstały 54 jajka, tworzone głównie na zamówienie dworu carskiego. Wykonywał je zakład złotniczy, którego właścicielem był pochodzący z Francji Peter Carle Fabergé.  Pierwsze z nich powstało w 1885 roku, jako prezent z okazji 20. rocznicy zaręczyn Aleksandra III Romanowa z Marią Fiodorowną i było wzorowane na jajku z dworu duńskiego, zawierającym tzw. niespodziankę.

Więcej szczegółów na temat tych drogocennych „pisanek” znajdziecie w artykule Katarzyny Grzemskiej, Historia wielkanocnych jaj Fabergé, na stronie Rynek i sztuka.

Wojenny Kraków: Ze świąt w IKC

„Cicho i spokojnie przeszły tegoroczne trzecie z kolei święta wielkanocne” – pisał Ilustrowany Kuryer Codzienny, 11 kwietnia 1917 roku. Poza trudnościami z zastawieniem świątecznego stołu, zapewne przez ograniczenia aprowizacyjne I wojny światowej, Krakowianom nie dopisywała pogoda – było deszczowo, a nawet i śnieżnie. Mimo to wyruszono na Emaus, choć bez zbytniego entuzjazmu. Pełną notatkę znajdziecie na stronie 100lattemu.pl.

Tuż przed Wielkanocą IKC przytaczał zaś pismo inspektoratu stacji klimatycznej w Zakopanem, w którym odradzano przybycie do Zakopanego, ze względu na „niedomagania aprowizacyjne”. Całość znajdziecie także na wspomnianej wyżej stronie.

 

Pocztówkowy szał  retro: Pocztówka wielkanocna

To właściwie galeria zdjęć, a nie artykuł, ale warto do niej zajrzeć. Galeria zbiera stare pocztówki wielkanocne od początku XX wieku, z różnych rejonów Polski. Można sobie więc prześledzić pocztówkową modę przez dziesięciolecia. Są tam jajka w motocyklach, zające, pary składające sobie życzenia, rysunki satyryczne… Polecam – może zainspiruje Was do tworzenia własnych kartek?

Galerię ze zbiorami Białostockiego Muzeum Wsi, Pocztówka wielkanocna, znajdziecie na stronach Gazety Wyborczej.

I to tyle przedświątecznie. Udanego świętowania. Odpocznijcie. Wesołego Alleluja!

 

 

 

 

 

Kraków pod palmami

Zbliża się kolejna Niedziela Palmowa. W tradycji chrześcijańskiej palma jest symbolem nie tylko radości, ale i męczeństwa. Dodatkowa symbolika tradycyjnych, kolorowych palm kryje się w ich częściach składowych: liściach, gałązkach i kwiatach, których użyto do ich wykonania.

Zdaje się jednak, że liście prawdziwego drzewa palmowego oznaczały coś jeszcze: egzotykę, luksus, dobrobyt. Nie znalazłam żadnego tekstu na ten temat, więc pozostawiam tę sprawę, jako serię otwartych domysłów. W dawnej prasie Krakowa (np. w Ilustrowanym Kuryerze Codziennym) natrafiałam na ogłoszenia wytwórców sztucznych palm, możliwe więc, że mieszczanie, aspirujący do klasy wyższej, zaopatrywali się w takowe, by podnieść prestiż własnych mieszkań.

Wiem, że w warszawskiej Adrii palmy stanowiły element wystroju wnętrza. Wiem również, że pojawiały się w różnych miejscach Krakowa, bo widuję je na starych fotografiach. Nie wiem, kiedy zostały sprowadzone do królewskiego miasta w Galicji, ale w krakowskim Ogrodzie Botanicznym znajduje się najstarszy daktylowiec w Europie. Ma już ponad 150 lat, 14 metrów wysokości i wciąż rośnie. Zaplanowano dla niego powiększenie szklarni, obecne warunki nie pozwalają mu na bezpieczny rozrost, a odwiedzającym na przyjrzenie mu się z bliska. Więcej na ten temat znajdziecie np. tutaj.

O tym, że palmy istniały w krakowskim krajobrazie jeszcze przed II wojną światową świadczy choćby fotografia z 1936 roku, przedstawiająca niewielki skwerek na ul. Wielopole. Zdjęcie zrobiono spod Pałacu Prasy. Znajdują się na nim trzy palmy w drewnianych donicach. Ubiór osób złapanych w kadrze świadczy o tym, że była to jakaś w miarę ciepła pora roku, może wiosna. Nie wiadomo, jak palmy zniosły chłodniejsze temperatury. Ponoć dobrze opatulone potrafią przetrwać zimę nawet na dworze. Zdjęcie pochodzi z archiwum Ilustrowanego Kuryera Codziennego i wzbudziło wśród internautów takie zainteresowanie, że po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „palmy w Krakowie” znajdziecie je wielokrotnie przekopiowane na różnych stronach. Ponoć po raz pierwszy opublikował je fanapage Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia.

Poszukując obecności palm w Krakowie trafiłam także na sklep kolonialny „Pod Palmą”, należący do Antoniego Hawełki. Założony został w 1876 roku, najpierw pod numerem 41 na Rynku Głównym, potem w Pałacu Pod Krzysztofory. W tym pierwszym lokalu właściciel oferował zagraniczne wina, bakalie, owoce południowe, wyśmienite wędliny i inne rarytasy. Po przeniesieniu sklepu na piętrze powstała sala śniadaniowa, oferująca piętrowe kanapki. Zakupy u Hawełki były w dobrym tonie. Pakowano je w papier, przewiązywano sznureczkiem, który zakończony był kolorowym kołkiem, ułatwiającym noszenie (ponoć służył także do zaczepienia w dziurce od guzika np. w płaszczu). Po śmierci właściciela lokal przejął jego subiekt, Franciszek Macharski. Restauracja „U Hawełki” działa po dziś dzień. Tu zdecydowanie palma w nazwie oznaczała luksus, i to jaki! (Więcej na ten temat przeczytacie tutaj, tutaj i tutaj.)

I jeszcze dwa obrazki literackie palmy, związane z Krakowem osobą Boya-Żeleńskiego. Pierwszy to drobiazg w Słówkach, konkretnie wzmianka o „tańczących palmach” w wierszu O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce:

Tak się trapi dobra ciotka,
Pełna gracji, zacna, słodka,
Lecz największą ma subiekcję,
Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.
Dojdżże ładu z taką głową:
Zawsze ma ostatnie słowo!
Ciotka prawi o Trzech psalmach,
Józio o „tańczących palmach” ;

Jak pisze sam autor w odnośnikach do wiersza [w wydaniu Słówek z Zakładu Ossolińskich z 1988 roku), „tańcząca palma” to skojarzenie z Dytyrambami dionizyjskimi Nietzschego i utworem Pośród cór pustyni, w którym palma została porównana do tancerki, stojącej na jednej nodze.

Drugi to wiersz Franciszka Mirandoli, zatytułowany po prostu Palma, w którym palma staje się symbolem tęsknoty i oczekiwania:

Beztreściwa pustynio! twoje wyschłe łono
Wydało wielkie palmy, gdzie trawy nie rosną,
Gdzie wiater kwiatów bladych nie zaniesie wiosną;
Wystrzeliła pod niebo zieloną koroną
Tęsknota, córa pustyń, widoczna z daleka
Jak sztandar opuszczony — i czeka, i czeka.

Jak widać Mirandola również sięgał do symboliki Nietzschego, używając określenia „córa pustyń”. Wiersz został umieszczony przez Tadeusza Żeleńskiego w redagowanej przez niego antologii poezji Młodej Polski.

To krótkie zestawienie pokazuje, że krakowska palma (i nie tylko krakowska) ma wiele znaczeń, nie tylko to biblijne. A co oznacza dla Was?

Krakowski półświatek „Belle epoque”. Wrażenia po pierwszym odcinku serialu

Belle epoque, premiera 15.02.2017, 21.30, TVN


Zwiastun serialu Belle epoque na kanale You Tube Sirens konsultacje muzyczne & licencje autorskie.

Kraków przełomu XIX i XX wieku to fascynujące zjawisko: mały, osobny świat na porozbiorowej mapie Polski. Tkwiący między tradycją a nowoczesnością, konserwatyzmem a rewolucją, i nie określający się do końca po żadnej ze stron. Obok dawnych rodów szlacheckich na salonach brylowali miejscowi inteligenci, a zacne mieszczki podsuwały co bogatszym kawalerom swoje dorastające córki. By zdobyć wykształcenie jeżdżono do Lwowa i Wiednia, nie pomijając oczywiście rodzimej uczelni, Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miasto huczało od plotek, nie tylko przez popełniane zbrodnie, ale i z dużo błahszych powodów. Kryminalistyka była w fazie raczkowania, a rażące błędy w przeprowadzanych śledztwach były na porządku dziennym.

Niemniej jednak była to barwna epoka. Piękna, jak chce jej francuskie określenie. Rozwijała się literatura i sztuki plastyczne, Teatr Miejski ściągał tłumy widzów, a kobiece „tualety” zachwycały kunsztownymi detalami. Panie w sukniach wieczorowych i panowie w smokingach chadzali na kolacje i uroczyste premiery. Na targach sprzedawano świeże, wiejskie towary, kolorowe kwiaty. Rozmawiano i śmiano się, nie patrząc w smartfony, tylko w oczy rozmówcy.

Do takiego Krakowa wraca bohater serialu Belle  epoque. Bardzo czekałam na tę serię. Trailer zapowiadał się bardzo dobrze. Każdy odcinek ma dotyczyć innej zbrodni. Jan Edigey-Korycki dekadę wcześniej musiał salwować się ucieczką po pojedynku. Teraz przyjeżdża, by pożegnać matkę, która została zamordowana przez nieznanego sprawcę. Rozwikłanie zagadki jej śmierci jest tematem pierwszego odcinka serialu..

Po tym pierwszym epizodzie czuję lekki niedosyt, jeśli chodzi o wątek kryminalny. Liczyłam na to, że zagadka śmierci matki głównego bohatera posłuży jako kanwa dla innych historii kryminalnych. To śledztwo zbyt szybko uwieńczył sukces, choć bohaterowi należałoby pogratulować intuicji detektywistycznej niczym u Sherlocka Holmesa. Niemniej jednak to właśnie przez tego ostatniego, zwłaszcza przez jego słynne wcielenie od BBC, spodziewałam się jednak bardziej skomplikowanej sprawy kryminalnej do rozwiązania.

Dużym plusem serialu są przepiękne zdjęcia, dopracowane kostiumy i charakteryzacja aktorów, którzy radzą sobie w tej epoce naprawdę nieźle. Dobrze zobaczyć Pawła Małaszyńskiego, grającego głównego bohatera, w  roli kostiumowej. Podoba mi się postać Eryka Lubosa. Ten aktor w każdej roli jest tak bardzo sobą, że to nadaje jego postaciom takiego szczególnego, „lubosowego” smaczku.  Pozytywnie zaskoczył mnie wspaniale ucharakteryzowany Olaf Lubaszenko, który wygląda niczym wcielenie umiłowanego Franciszka Józefa.

Na uwagę zasługuje także odmalowanie realiów krakowskiego półświatka. Wyjście poza ramy kawiarnianego życia do kasyn i burdeli, ciemnych zaułków i podejrzanych spelunek. Ogólnie odniosłam wrażenie, że twórcom udało się oddać charakterystyczną atmosferę tego minionego czasu, który dla bohaterów tej historii był czasem realnym, tu i teraz. Dorożki, carsko królewska policja, portrety Franza Josepha na ścianach, krynoliny, bicyklety, meloniki, proszone kolacje… Detale z przeszłości przeniesione na nasze ekrany. Brakuje mi jedynie językowych przypraw, kolorytu lokalnego tamtych lat, tamtejszego savoir-vivre’u.

Podoba mi się czołówka serialu i wykorzystanie w niej utworu muzycznego, Psycho Killer, zespołu Talking Heads. Co prawda użyte w ścieżce dźwiękowej współcześnie brzmiące utwory mogą się wydawać kontrowersyjnym elementem historyzującego serialu, jednak myślę, że dodają mu pewnej lekkości i takiego rockowego pazura.

Czekam na kolejne odcinki Belle epoque. Może nie z ekscytacją, ale na pewno z zainteresowaniem. Ciekawie zapowiada się wątek powracającej przeszłości głównego bohatera, zwłaszcza intrygująca postać damy w bieli, Magdaleny Cieleckiej. Ostatecznie warto obejrzeć chociaż kilka odcinków nawet dla samych zdjęć.

Więcej o serialu

Oficjalna strona serialu: belleepoque.tvn.pl